niedziela, 28 stycznia 2024

Baza weterynarzy

Aby móc w razie potrzeby skorzystać z pomocy weterynarza przygotowaliśmy na naszej stronie internetowej ogólnopolską Bazę Gabinetów Weterynaryjnych leczących króliki, oczywiście to tylko jeden gatunek w gabinetach leczą i inne zwierzęta. W wyszukiwarce są proste czynności do wykonania, aby odnaleźć w swojej miejscowości adres gabinetu. Klikamy literę początkową naszej miejscowości w wyświetlonym alfabecie i mamy listę adresów o ile lekarz zgłosił swój gabinet do naszej bazy. Baza Weterynarzy Domowy Zwierzyniec zaprasza opiekunów, naszym motto jest "Lepiej zapobiegać niż leczyć" dlatego lepiej jest wcześniej poszukać lekarza niż dopiero w nagłych potrzebach. Odnalezienie gabinetu to podstawa dobrze jest poszukać w internecie komentarzy opiekunów którzy korzystali z pomocy tego weterynarza.

środa, 24 stycznia 2024

Lecznica weterynaryjna Iwanowice

Patrząc na wszystkie bezdomne zwierzęta włóczące się ulicami naszych miast, zadajemy sobie pytanie – czy rząd nie może wydać odpowiednich funduszy na rozbudowę i budowę nowych schronisk dla zwierząt? Czy jest to aż tak bardzo kosztowne i czy nigdy się nie zwróci ten „zabieg” państwu polskiemu? Oczywiście są to pytania retoryczne bo każdy szanujący się obywatel Polski powinien znać na nie odpowiedzi. Istnieje z pewnością w Polsce dofinansowane schronisko dla zwierząt – oczywiście jedynie przez jego prywatnego właściciela. Weterynarz Iwanowice W schronisku nie musi być profesjonalnego weterynarza, jednak wypadałoby aby odwiedzał on zwierzęta od czasu do czasu. Jeżeli zależy nam na stworzeniu wyrafinowanego środowiska dla życia czworonogów z ulicy to powinniśmy zatrudnić osoby zwane jako weterynarze. Jeżeli nie znamy żadnego takiego człowieka to po prostu łączymy się z Internetem i przechodzimy do wyszukiwarki internetowej np. Google wpisując tam hasło weterynarz, i naciskając przycisk „szukaj” wyskoczy nam wiele tysięcy odpowiedzi na wpisane przez nas hasło. Jest to dobry sposób na znalezienie wyselekcjonowanej kadry pracowników do naszego schroniska dla zwierząt. Aby podjąć się takiego przedsięwzięcia, musimy posiadać powołanie i fundusze, ponieważ dofinansowania z tytułu prowadzenia schroniska dla zwierząt nie będzie duże. Powołania to pierwsza rzecz, którą musimy w sobie odnaleźć.

wtorek, 6 grudnia 2022

Lokator

 

LOKATOR PODDASZA.

Uczony Reb Lajzer Skowronek poprawił aksamitną krymkę na siwiejącej już głowie, wytrząsnął na ziemię i schował w tylną kieszeń prunelowego chałata swoją porcelanową fajkę i stojąc na środku brudnej sieni, głęboko rozmyślał nad tem, za którą też wyjrzeć ma bramę?...
Jeżeli wyjrzy za zieloną, na ulicę, może zobaczyć tam rzeźnika, pędzącego woły, starą babę z konewką, chlebem lub butelką w ręku, a w każdym razie brunatny drewniany dom, którego parter zajmuje blacharz i waciarz, a facjatkę... Pan Lajzer skrzywił się, odwrócił i postąpił parę kroków ku bramie żółtej.
W tej stronie wszystko należy do niego. Ten stróż, pokornie stojący z czapką w ręku, i to kwadratowe podwórze z wielką szopą na środku i te poduszki czerwone, pierzyny w niebieskie kratki, suszące się na słońcu, i ta o dach szopy oparta drabina, gdzie na trzecim szczeblu od ziemi dokazuje cudów zręczności pejsaty Dawidek, najmędrszy ze Skowronków, jacy egzystowali na świecie, wszystko to należy do niego.
Czy tylko to?... A tenże za szopą dom drewniany, mający osiem okien na górze i pięć na dole?... A tenże drugi, na prawo, z trojgiem drzwi i dachem blaszanym?... A ten chodnik, po którym mały Josek ciągnie na sznurze przewrócony do góry nogami stołek?... A ta na lewo zbutwiała parterowa rudera, pod którą na stosie desek gnijących igra troje brudnych i odartych dzieci, a goj bednarz z hałasem pobija wielką beczkę?...
Smutna rudera! Żadna deska w jej ścianach nie przystaje do drugiej, żadne drzwi nie domykają się, żadnego okna otworzyć nie można, żeby się nie rozleciało. Sczerniały, mchem porosły dach tworzy tak zawikłaną powierzchnią wichrowatą, że najznakomitszy jeometra nie podjąłby się jej badać, a przykrywa takich biedaków... ach! takich biedaków, że miłosierny Reb Lajzer już piąty miesiąc ociąga się z wymówieniem im komornego.
Żółtawe oko Skowronka zatrzymało się na ostatniem oknie facjatki, skąd przez wybite szyby od godziny już buchają kłęby pary. Tak wielka ilość pary zdradza wielki ogień, a zbyt wielki ogień...
— Ach!... ach!... — mruknął uczony Żyd — oni mi jeszcze domy spalą... — i zwolna postąpił ku bednarzowi.
— Niech będzie pochwalony, Marcinie...
— Na wieki wieków! — odparł bednarz, składając narzędzia i dotykając ręką czapki.
— Co u tego Jakóba taki ogień w izbie?
— To ona... gotuje wodę do prania.
— Ny! ny! A jak tam z nim?
Bednarz machnął ręką.
— Wun tak casem wygląda jak pijany — ciągnął Żyd.
— Gdzie zaś on tam pijany! Zwyczajnie, spadł z ruśtowania i z tych czasów zrobił się taki jakiś... że to... eee!... — objaśnił bednarz.
— Ny! ny! ja to zara pomiarkowałem. Wun raz u mnie drwa rąbał, ale nawet godziny nie porąbał i ustał. Ze jemu we śpitalu nic nie pomogli?...
— Co ta mieli pomóc, nawet mu nogi nie zgoili...
— Franek!... Franek!... chodź ino tu! — odezwał się głos z facjatki, a rozmawiający ujrzeli w wybitem oknie owiniętą w żółtą chustkę głowę kobiety.
Najstarsze z obdartych dzieci, które na widok gospodarza skryły się między gnijącemi belkami, pobiegło na schody.
— To jego dzieci? — spytał Lajzer.
— A jego! — odparł Marcin. — Troje na dole, a dwoje chorych w izbie.
— A wa! — mruknął Żyd i pochyliwszy głowę, począł przysłuchiwać się rozmowie na górze.
— Gdzie wczorajsze kartofle, co były w rynce... co?... — pytał gniewnie głos kobiecy.
— Abo ja wiem... matusiu! — odpowiedział z pewnem wahaniem głos dziecinny.
— Łżesz, boś sam zjadł w nocy; Józia cię widziała... Ja ci dam!...
— Jak Boga kocham, matusiu!... żeby mi ręce i nogi połamało!... żeby mnie cholera!... — piszczał chłopak przy akompanjamencie uderzeń.
— A masz!... a masz!... — krzyczała kobieta. — To będziesz łgał, będziesz kradł... będziesz się przysięgał?... A masz!...
Każdemu wyrazowi towarzyszył trzask mokrej ścierki, upadającej na różne części ciała chudego i brudnego chłopca, który zanosząc się od płaczu, mówił:
— A co ja temu winien, że mi matusia jeść nie dają, co?... Abom to jadł kolacją?... abom jadł śniadanie... co?... I jeszcze mnie matusia biją za to... U! hu!... hu!...
Zrobił się straszny wrzask, w którym oprócz bijącej matki i bitego pacjenta, przyjęło udział dwoje dzieci na górze i dwoje na dole. Zniecierpliwiło to Żyda, który po chwili namysłu wszedł do sieni, z sieni na brudne i ruchome schody, i sapiąc ze zmęczenia, stanął na progu izby pełnej pary, zaduchu i woni mydlin.
— Jakóbowa! pani Jakóbowa!... co u was zawdy takie krzyki? — zaczął przybyły.
— Ooo... to pan gospodarz?... — zdziwiła się licho ubrana kobieta, a potem płacząc dodała:
A cóż ja pocznę nieszczęśliwa z temi bachorami, kiedy nic się przed niemi nie uchowa i niczem ich nie nakarmi? Ten roboty nie ma, dzieci pięcioro, wszyscy wołają jeść, a ty choć sobie ręce do łokcia pozdzieraj, choć się sama rozedrzyj!...
— Ja wam co powiem, moja Jakóbowa — przerwał oburzony Lajzer, — Że wy biedni, to jest prawda, ale że wy mi wiele nieporządku w domu zrobicie i nie płacicie, to także prawda. Zawdy u was pranie, wylewanie, suszenie, ze świecą po strychu chodzenie, zawdy krzyk, a zapłaty niema, a pięć rubli winniście... Wy mi głowę rozkrzyczycie, wy mi domy spalicie, wy... wy się wyprowadzić musicie!... Już i was, i waszych pieniędzy widzieć nie chcę...
— A panie gospodarzu! — zawołała kobieta — niechże pan tego nie robi, niech pan jeszcze będzie cierpliwy!...
— Co to cierpliwy?... ja już jestem pięć miesięcy cierpliwy!...
— Może się też Pan Bóg nad nami zlituje i staremu da jaką robotę, to się jeszcze wypłacimy...
— Robotę!... robotę!... — mruknął Żyd. — Abo wy dbacie o co?... Abo wy nie wygnaliście od siebie jednej lokatorki?...
— To jest prawda, panie gospodarzu, ale widzi pan gospodarz, ona to była takie nic dobrego, że panu i nam wstyd robiła... Niech się pan Lajzer zmiłuje!... — mówiła dalej, składając ręce. — Niech się pan zmiłuje przynajmniej nad tym drobiazgiem!...
Gospodarz spojrzał po izbie, gdzie wszyscy jej mieszkańcy znajdowali się już w komplecie. Troje chudych, z nadmiernie wielkiemi brzuchami dzieci, kryło się między balją i stołem, zarzuconym mokrą bielizną. Czwarte, okryte jakimś czarnym łachmanem, leżało na łóżku, piąte w drewnianej pace na słomie, a ich nędzny ojciec z rozczochranym włosem, najeżonemi wąsami, z bojaźnią w oku stał oparty o komin, obok ciekącej konewki, na której siedział przed chwilą.
Poważną twarz Żyda przebiegł dreszcz wzruszenia.
— Co tamtemu? — spytał już łagodniej, wskazując na pakę.
— Coś kaszle, panie gospodarzu — odparła matka.
— A temu co? — ciągnął, wskazując na łóżko.
— To dziewczyna, oparzyła się niechcący ukropem.
— A wa!... — syknął gospodarz i zwracając się do Jakóba, dodał:
— A jak z wami, Jakóbie?
Biedak wstrząsnął głową, skurczonemi palcami podrapał komin, lecz milczał.
— No!... odpowiedzże panu gospodarzowi — wtrąciła żona.
Jakób poruszył ustami, wlepił niespokojnie swoje okrągłe, zapadłe oczy w twarz gospodarza, lecz znowu milczał.
— Zostańcie z Bogiem! — szepnął Żyd i nagle opuścił izbę.
— Niech Pan Bóg prowadzi! — odpowiedziała kobieta, wychylając się przez poręcz za schodzącym gospodarzem, którego w sieni zatrzymał bednarz pytaniem:
— A cóż, panie Lajzer?...
— Niech go Bóg ratuje, to bardzo biedny człowiek!... — odparł Żyd i poszedł dalej.

 

 

Biuro nieruchomości Nowa Huta

Maska

Wśród potoków światła, dźwięków muzyki, szmeru rozmów, prowadzonych we wszystkich indo-europejskich językach, — wśród tumanów pary wodnej, kwasu węglanego, amonjaku i kilkudziesięciu innych produktów potężnej waporyzacji, — ująwszy się pod ręce, spacerowali dwaj nasi bohaterowie, oczekując z biciem serca, rychło jakaś maska, zwabiona ich powierzchownością, gustownym ubiorem i pełnem elegancji obejściem, zarzuci na nich rozkoszną siatkę intrygi. Ale maski nie zaczepiały ich, zapewne przez delikatność, — młodzieńcy więc tymczasem musieli się zadawalniać patrzeniem co robią i słuchaniem co mówią inni.
Nieszczęściem najcharakterystyczniejsze, a więc najłatwiej wpadające w oko kostjumy, na później widać zachowywały potęgę swego dowcipu. Tu białowłosy pustelnik rączką od starego parasola błogosławił tłumy, ale milczał jak ryba. Tam krakowiak w bardzo wiotkich płóciennych okolicznościach i z maską, noszącą na sobie ślady uderzenia jakiejś potężnej pięści, przechadzał się ministerjalnym krokiem. Gdzie indziej znowu, powabna krakowianka ochrzypłym, zapewnie naumyślnie, głosem wymieniała nazwisko i numer domu jakiemuś mężczyźnie, przebranemu za podoficera policji. Słowem dużo rozmaitości, ale zabawy bardzo mało.
— Wiesz, drogi Tadziu — szepnął Karol — że nieźle byłoby dla nabrania fantazji kropnąć coś orzeźwiającego.
— Z największą przyjemnością! — odparł Tadzio.
W dziesięć minut potem dwaj przyjaciele, już z zarumienionemi policzkami, stali pod piecem, a współcześnie tkliwy Tadzio dostrzegł, że maskarada ożywiła się znakomicie.
Wkrótce też całkowicie utonął w obserwacji, i oto co widział i słyszał:
Żokiej w nankinowym garniturze. Ho! ho!... facecie, poznajesz mnie?...
Elegant. Aaa... to ty?... Winszuję ci awansu!...
Żokiej w nankinowym garniturze. Jakto, więc wiesz, żem awansował?...
Elegant. Ale jak!... Przed wieczorem jeszcze byłeś chłopcem do czyszczenia butów, a teraz jesteś już żokiejem. Winszować!...
Czarna maska. Znam cię!... Gdzieś podział zegarek, bałamucie?...
Jegomość w pewnym wieku. Zostawiłem w domu, wiedząc, że mnie będziesz intrygować.
Młody Żydek. Do interesu, państwo, do interesu!...
Maska zielona. Za parę lat, moje dziecko, boś jeszcze za młody!...
Maska biała. Znam cię!... jesteś literat!...
Literat. Skąd wiesz o tem, maseczko?...
Maska biała. Poznałam cię po głupiej minie...
Literat. Brawo, poetko!...
Maska biała. Skąd wiesz, że jestem poetką?...
Literat. Stąd, że czuję wieszczy ogień nawet przez maskę...
— A to zabawni ludzie!... — wykrzyknął zadowolony Tadzio.
— Widzisz, co to znaczy maskarada!... — odpowiedział Karol. Poczem obaj młodzieńcy roześmieli się na całe gardła, znajdując, że ze wszystkich dowcipów, grasujących obecnie w sali, ich był najdowcipniejszy.
W tej chwili uwaga Tadzia zwróciła się na nowy przedmiot: jakiś gruby, czerwony jegomość zataczał się w sposób niezwykły. W pierwszej chwili Tadzio byłby przysiągł, że jegomość jest haniebnie pijanym, chwila jednak namysłu wystarczyła dla upewnienia się, że jegomość był trzeźwy i tylko z trudnym do uwierzenia talentem udawał pijanego. Oczy Tadzia z upodobaniem śledziły tę okrągłą postać, ubraną w pomięty i zabielony tużurek, a dusza Tadzia doznała niezwykle przyjemnej emocji, gdy dostrzegł, że jeden z czynników porządku, złudzony nieporównaną grą otyłego pana, zabiera się do usunięcia jego osoby.
Już Tadzio zwrócił się do Karola, aby mu zakomunikować rezultat najświeższej obserwacji, gdy wtem jakieś kobiece domino schwyciło go za rękę.
— Panie — rzekło drżącym głosem domino — wyprowadź mnie do innej sali, broń mnie!...
W zwykłych okolicznościach Tadzio pomyślałby przedewszystkiem o zabezpieczeniu własnej egzystencji, ale teraz... nigdy!... Od chwili wyjścia z bufetu energja Tadzia dosięgła niepraktykowanych rozmiarów; bohater nasz sądził toż samo o jasności swego umysłu.
— Panie — wyszeptało słabym głosem domino — unikaj przedewszystkiem pajaca, jest to mój wróg!...
Usłyszawszy to, Tadzio uczuł gwałtowną chęć poszukania złowrogiego pajaca; ulegając jednak życzeniom damy, wcisnął się z nią na jakąś w kącie stojącą kanapkę i patrzył, — do mówienia bowiem stracił wszelką ochotę, a słuchać nie było czego.
Dama była prawdopodobnie piękna; głową sięgała Tadziowi do ucha, ręce jej były białe i drobne, kibić imponująca. Tadzio sądził, i miał prawo tak sądzić, że wszystkie części ciała tej doskonałej istoty muszą być jednakowo harmonijne i jakby dłutem najbieglejszego rzeźbiarza utoczone.
— O panie — zaczęło znowu domino — przebacz mi, że cię tak narażam...
— Na co narażam?... — spytał Tadzio bardzo niewyraźnie, zapewne skutkiem zachwytu.
— Na... na gniew mego prześladowcy... Och! okrutny to człowiek.
— Czegóż więc chce od pani ten człowiek?... Za co prześladuje?...
— Nie pytaj pan!... Dość będzie, jeżeli ci powiem, że w ręku tego człowieka spoczywa mój honor...
— Honor pani?... pani?... — powtórzył Tadzio strasznym głosem, czując w piersiach nadzwyczajne rozbudzenie odwagi.
— Och! — jęknęło domino.
— Co pani jest?...
— Nie... dobrze mi!...
Z wielką trudnością zaprowadził Tadzio interesującą nieznajomą do bufetu, gdzie prawie na klęczkach musiał ją błagać, aby raczyła przyjąć kieliszek wina. Jeżeli jednak dama zachowywała się bardzo powściągliwie, zato Tadzio, ulegając jej prośbom i tkliwym uściskom ręki, pił jak bąk i wcale nie żałował tego, czując, że stopniowo powiększa się jego niezrównane męstwo, giętkość umysłu i... że stosunki z nieznajomą przybierają coraz poufniejszy charakter.
Już Tadzio po raz setny zapewnił damę swojego serca o dozgonnej miłości, a po raz dziesiąty usłyszał od niej zapewnienie, że mu na wieki sprzyjać będzie, — już złożył pierwszy pocałunek na jej śnieżnem ramieniu i po raz drugi zabierał się w miejscu publicznem do popełnienia tej samej niedyskrecji, kiedy nagle:
— Ach!... — krzyknęło domino.
Tadzio spojrzał i oniemiał: za damą jego myśli stał złowrogi pajac, a nawet, groźnie gestykulując, coś jej szeptał do ucha.
Tadzio nie rozumiał rozmowy, czuł bowiem, zapewne skutkiem gorąca, gwałtowny szum w uszach, — nie mógł nawet zdać sobie dokładnie sprawy z kolorów, stanowiących ubranie pajaca, lecz widział, że piękna nieznajoma rozpaczliwie załamuje ręce.
— Co... co... co pani jest?... — zapytał.
— O nie powiem, nie mogę powiedzieć!... — wyszeptała dama.
— Więc ja panu powiem — rzekł pajac głosem stłumionym. — Ta pani ma męża, męża hrabiego, który nie wie o tem, że jego żona romansuje z panem na maskaradzie.
— Milcz, nędzniku! — szepnął Tadzio, pojmujący całą okropność położenia hrabiny.
— Właśnie, że będę gadał, bo za gadanie, za gadanie... zapłacą mi — odparł bezczelny pajac.
— Więc co chcesz?... — zapytał Tadzio, majestatycznie sięgając do kieszeni fraka.
— Całą portmonetkę! — odpowiedział prześladowca.
W każdym innym razie Tadzio byłby się zawahał, ale w obecnym — nigdy. Honor kobiety, honor hrabiny zależał od niego, i mógłże się wahać?
Nie, nie mógł!... to też za chwilę portmonetka Tadzia znikła w obszernej kieszeni pajaca, wzamian za obietnicę dotrzymania sekretu z jego strony — i... czuły uścisk delikatnej ręki hrabiny.
W kilka minut potem rozmarzona, szczęśliwa para opuściła maskaradę.

 

 

Biuro nieruchomości Kraków 

piątek, 18 listopada 2022

Domowy Zwierzyniec Papuga

Często bywa tak że rodzice wybierają zwierze jako prezent dla swoich dzieci. Taki prezent to oczywiście bardzo dobry pomysł lecz swoją decyzje trzeba bardzo dobrze przemyśleć ponieważ właściciel zwierzaka będzie miał kilka obowiązków które nie będzie mógł zaniedbywać. Często bywa tak że gdy zbliżają się wakacje nasze dziecko wyjeżdża na różne kolonie oraz obozy a w tym czasie jest zaniedbane zwierze którym opiekuje się nasz syn czy córka. Znalezienie odpowiedniego zwierzęcia dla naszego dziecka jest nie zwykle trudne ponieważ nasza decyzja musi być bardzo dobrze przemyślana. Gdy mieszkamy w mieszkaniu na pewno nie zdecydujemy się na dużego psa ponieważ z takim psem jest jak z dziećmi " małe dzieci mały problem duże dzieci duży problem. Duży pies powinien mieć bardzo dużo miejsca do biegania oraz do zabawy. Dobrym pomysłem na prezent może okazać się jakiś ptaszek który nie potrzebuje dużego zaangażowania ze strony naszego dziecka. Gdy zdarzy się że wyjedzie on na wakacje będziemy mogli śmiało się opiekować jego ptaszkiem który będziemy karmić bardzo rzadko. Dobrym rozwiązaniem może okazać się na przykład papuga nimfa która jest bardzo popularnym zwierzęciem w naszym kraju który nie kosztuje zbyt dużo pieniędzy. Atuty tego ptaka to przede wszystkim ich wspaniały wygląd który na pewno wyróżnia się wśród wielu ptaków. Jest to dosyć mały ptak dlatego będziemy musieli kupić małą klatkę która nie będzie zajmowała bardzo dużo miejsca w naszym mieszkaniu. Papugi bardzo lubią żyć z parą dlatego też najlepszym rozwiązaniem będzie kupienie dwóch osobników którzy będą ze sobą mieszkać. W Polsce znajdziemy bardzo dużo ciekawych odmian ptaków ale papuga nimfa to jedna z najładniejszych papug które możemy kupić do swojego mieszkania. Jej kolejnym atutem jest to że nie będziemy musieli jej codziennie karmić ponieważ w różnych sklepach zoologicznych znajdziemy pokarm na kolbie która starczy na pewno na kilka dni. W naszym kraju znajdziemy bardzo wiele ciekawych zwierząt ale papuga nimfa to bardzo dobry zakup z którego na pewno będzie zadowolone nasze dziecko. Papuga






NASZE BLOGI: https://abc-wedkarza.blogspot.com https://goralskiepiosenki.blogspot.com https://oslonyokien.blogspot.com https://malowanepudelka.blogspot.com https://malowany-kuferek.blogspot.com https://artystyczne-wyroby.blogspot.com https://dla-swoich.blogspot.com https://meble-rzezbione.blogspot.com  https://dom-opieki.blogspot.com https://same-nowinki.blogspot.com https://konferencja-naukowa.blogspot.com https://naukowa-konferencja.blogspot.com https://lecznica-vet.blogspot.com https://spacer-plantami.blogspot.com https://opieka-domowa.blogspot.com https://rzezbione-meble.blogspot.com https://budownictwo-ogolne.blogspot.com

Królik miniaturowy

Królik domowy Nowy członek rodziny w naszym domu to na pewno bardzo trudna decyzja która musimy podjąć z całą naszą rodzinę. Bardzo dużo r...